Wladyslawowo.

Jak pewnie już wiecie weekend spędziłam we Władysławowie. Dzięki podjęciu współpracy 
Velaves Spa&Resort mogłam porządnie wypocząć korzystając z basenów, jacuzzi, saun czy spocić się na siłowni. Jednak głównym celem było poznanie kuchni hotelu, zarówno bufetu śniadaniowego i obiadowego jak poznanie kuchni tajskiej, która również króluje w hotelu. Miałam okazję poznać Szefa Kuchni Velaves -Roberta Joachmiak-Szpinda (który gotował dla królowej Elżbiety) i uczestniczyć w warsztatach gotowania. Zwiedziłam także kuchnię "od środka" :)
Przedstawiam Wam fotorelację z pierwszego dnia pobytu.


Stripes drobiowy mój faworyt i tilapia w sosie śmietankowym. A na deser orzechowe ciasto :)
Po obiadku wybraliśmy się na spacer po okolicy :)


Wieczorem zostaliśmy zaproszeni przez Szefa Kuchni na tajską kolację. Restauracja mieści się na 4 piętrze i czekając na posiłek można rozkoszować się nocnym widokiem miasta i morza.
Jedliśmy tajską zupę piekielnie ostrą z krewetkami i kurczakiem. Było wyśmienita, podana z mleczkiem kokosowym dla zniwelowania pikantności. 
 Potem zamówiłam łososia po tajsku...
A P. kurczaka po tajsku.
Pikantna zupa nas rozgrzała, a drugie danie było bardzo syte, że na deser już miejsca nie starczyło :) Tak minął pierwszy dzień pobytu:)

Niedługo kolejne relacje z pobytu. 


26 komentarzy:

  1. Wyprawa super! Gratuluję.
    Ale szef kuchni tajskiej powinien wiedzieć, że do dekorowania potraw wolno wykorzystać storczyki tajskie czyli dendrobium, a nie ćmówki czyli Phalenopsis, które są NIEJADALNE. Kwiatek kwiatkowi nierówny. W ramach współpracy przekaż to spostrzeżenie szefowi, żeby przypadkiem komuś nie zaszkodził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nikt w Polsce nie wpadłby na pomysł by zjeść kwiatek storczyka :) Szkoda kwiatka, lepiej wsadzić sobie we włosy i poczuć magię Tajlandii :)

      Usuń
    2. Ja bym chyba jednak wpadła na to by go zjeść, więc może warto przekazać to spostrzeżenie szefowi :) Zazdroszczę wypoczynku, czekam na dalszą relację :)

      Usuń
    3. Uwierz, że w Polsce naprawdę są ludzie, którzy wiedzą, że zasadą dekorowania potraw jest stosowanie rzeczy wyłącznie jadalnych! Nie daje się na talerz niczego, czego nie można zjeść. Uczą tego w dobrych szkołach gastronomicznych i jest to także wiedza wynoszona z domu, tak jak umiejętność jedzenia właściwymi sztućcami, ustawiania zastawy na każda okoliczność, ubierania się inaczej na przyjęcie koktajlowe, a inaczej na śniadanie czy kolację,itp., itd... No, ale nie każdy potrafi, więc mamy na talerzach takie nieporozumienia. Nie świadczą dobrze ani o kucharzu, ani o lokalu.

      Usuń
  2. Nic tylko pozazdrościć :) Wszystko wygląda fantastycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna relacja ;) zazdroszczę i gratuluję wspólpracy jednoczenie. Czekam na więcej! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna relacja z Władysławowa:) Bardzo podoba mi sie Twoja radośc życia (podskoki na zdjęciach):) I super wygląda ten wielki talerz zupy przy takiej kruchej Kobietce, gdzie zmieściłaś tyle jedzenia?;) Pozdrawiam z Gdyni:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko pozazdrościć :) Z chęcią bym wsunął talerz takiej ostrej zupki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna fotorelacja, niektore z tych potraw zjadlabym porosto z eranu mojego komputera :D:D

    OdpowiedzUsuń
  7. To sie nazywa współpraca ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko pozazdrościć takiego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O, Velaves, wpadłam tam na pedikiur i masaż ze dwa razy (będąc na wywczasie nadmorskim ;)), pyknęłam też kawkę, ale porażona pretensjonalnością miejsca nie drążyłam tematu. Źle zrobiłam może? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co konkretnie pretensjonalne było dla Ciebie? Ja korzystałam tylko z magnetoterapii.

      Usuń
    2. Wystrój, bar, nie mówię o zabiegach, bo te trudno określać w kategoriach pretensji ;) Natomiast obsługa - super, panie kosmetyczki i Tajka od masażu bardzo miłe.

      Usuń
    3. mnie tylko palmy się nie podobały :P ale prezes hotelu to fan Tajlandii więc pewnie trochę mu tutaj drzewek brakowało hehe

      Usuń
  10. Takiej współpracy naprawdę tylko pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jedzenie wygląda bardzo smakowicie! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. to ciasto podoba mi się najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  13. I chciałam zaprosić Cię do wspólnego gotowania.
    Bohaterem glównym jest kiwi, z okazji mojej akcji „Kiwi Cię Zadziwi” na durszlaku.
    Tematem przewodnim jest przygotowanie deseru (nie ciasta!) z udziałem tego owocu. Przepis powinien się pojawić na blogu w dniach: 18-20.09.2012, więc jest sporo czasu ;) . Jeżeli wyrazisz chęć proszę o odpowiedź u siebie;).

    Pozdrawiam Serdecznie;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj zazdroszczę zazdroszczę tych wycieczek oczywiście bo akurat mam takie szczęście że często jestem zapraszana na tajskie jedzienie do tajskiej rodziny.Uwielbiam ich kuchnię;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że pobyt niezwykle udany :)
    A na widok tajskiej zupy się uśmiecham, bo to zdecydowanie moje smaki!
    Tosia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś :) Jeśli zostawiasz komentarz, jako anonim zostaw swoje imię :) Jeśli wypróbowałeś przepis wyślij zdjęcie na klaudia.sroczynska@gmail.com lub wstaw na fanpage :)

Copyright © 2016 Dusiowa kuchnia - blog kulinarny , Blogger