By the way...Restauracja Gdynia

By the way...Restauracja
ul. Świętojańska 130
Gdynia (Wzgórze św. Maksymiliana)

By the way... to restauracja z nowoczesną kuchnią polską, gdzie szefem kuchni jest Damian Białkowski znany ze swojej pasji i miłości do kuchni regionalnej oraz produktów organicznych. Jeśli jesteście ciekawi, czego pysznego można skosztować w tym miejscu to koniecznie rozwińcie ten wpis. Zapraszam :).


By the way... znajduje się niedaleko stacji SKM Gdynia Wzgórze Św. Maksymiliana oraz w pobliżu gdyńskiego Urzędu Miasta. Do restauracji można wejść z dwóch stron, pierwsze z nich znajduje się od ul. Władysława IV, a drugi od ul. Świętojańskiej. Z każdej strony znajdują się ładne neony, które powinny przykuć Waszą uwagę. 


Restauracja podzielona jest na dwie sale, gdzie ta pierwsza jest dosyć przestronna i przejrzysta, a druga mniejsza nieco ciemniejsza z kanapami (nie udało mi się zrobić zdjęć, bo cały czas byli goście). Króluje biel, jasne drewno, industrialne lampy i elementy z miedzi. Cały bar stworzony jest z małych kafelków miedzianych. Lubię, kiedy w restauracji wydzielone są stoliki z krzesłami do jedzenia, ale są też wygodne kanapy, gdzie można wygodnie usiąść z kawą w ręku.


W restauracji byłam dwa razy - na początku na kawie i ciastku, a drugi raz na obiadokolacji. Podczas obydwóch spotkań panowała sympatyczna atmosfera, można poczuć się jak w domu, bo jest naprawdę przyjemnie. 



W menu znajdziecie polskie smaki w tym regionalne, nasze kaszubskie, w nowoczesnych wydaniach. Na kuchni używane są organiczne warzywa od ekologicznych dostawców, lokalne produkty, jak np. sery od Kaszubskiej Kozy.
Menu jest krótkie, zmieniane sezonowo, a w weekendy zawsze jest jakieś dodatkowe danie specjalne. Od poniedziałku do piątku restauracja czynna jest od godziny 8, w soboty od 9 - z samego rana dostaniecie pyszne śniadania.


Chwilę po złożeniu zamówienia na naszym stole ląduje wielki talerz z buraczkiem, który wygląda, jak płatek róży. To amuse bouche, czyli poczęstunek od szefa kuchni na rozbudzenie kubków smakowych. Skutecznie podziałało - marynowany burak z robioną na miejscu konfiturą z czarnej porzeczki skrywał pod spodem ziołowy, dobrze doprawiony twarożek i kilka kropel oliwy. Uwielbiam takie małe arcydzieła kulinarne. 


Jestem dziewczyną z Pomorza, płynie we mnie kaszubska krew, więc jestem fanką śledzi i wybieram na przystawkę matiasy na trzy sposoby za 18 zł. Na talerzu otrzymuję barwny zestaw, w którym królują śledzie. Ten środkowy jest smażony, a następnie marynowany w occie i smakuje dokładnie tak jak by przygotowywała go moja mama i babcia, jest świetny. Ten po lewej ma jakby korzenny smak z nutą estragonu, a po prawej jest taki najbardziej tradycyjny. Całość jest mocno octowa, ja lubię takie smaki, bo gościły u mnie podobne w domu, ale dla niektórych z Was może to być coś nowego. Śledzie podano z pyszną marynowaną cebulką, rokitnikiem, mikro listkami z buraczka i kiełkami z groszku. Do przystawek serwowany jest koszyk z ciemnym pieczywem oraz masło pietruszkowe, które mogłoby być trochę cieplejsze, bo wygodniej by smarowało chleb. 




W menu znajdują się trzy sałatki, a my postanawiamy wypróbować jedną z nich, czyli sałatkę z pastrami (29 zł). Pastrami to marynowany w przyprawach, a potem podwędzany mostek wołowy, który dumnie prezentował się w sałatce i smakował bardzo dobrze. W daniu znalazł się bardzo dobry żółty ser, marynowana dynia i cebula, zakwaszane ogórki i sos na bazie majonezu. To danie miało bardzo wyrazisty kwaśno-octowy smak, który zdominował niestety całość. Zabrakło grzanek, które wypisane były w karcie dań, ale myślę, że wcale nie były potrzebne. Wielki plus za jędrne i chrupkie liście sałaty oraz mikro zioła.



Restauracja By the way... zasłynęła od początku z pysznej zupy z owoców morza (28 zł). Nie mogłam przejść obojętnie - gęsta, kremowa, mocno pomidorowa zupa z dużą ilością składników w środku. Małże, kalmary, ośmiornice - dla każdego coś dobrego :). Owoce morze były świetnie przygotowane, smakowały identycznie jak te, które jadłam na Krecie i niech to będzie dla Was najlepszą opinią. Duży plus dla restauracji za to, że podano też wodę z cytryną i miseczkę na muszelki - to tak niewiele, a jednak tak rzadko jeszcze w Trójmieście spotykane...



Zupą dnia podczas mojej wizyty był krem z organicznych warzyw, w tym z dyni i marchewki z podprażonymi pestkami dyni. Gęsta, sycąca, aromatyczna zupa z nutą indyjskich przypraw. Zupę zaserwowano w pięknej zastawie. 



Tego dnia razem z moją koleżanką Asią trafiłyśmy na specjalne pozycje w karcie dań i obydwie skorzystałyśmy z tej okazji. Zdradzę Wam, że już w najbliższy weekend królować będą dania z wołowiną. Do każdego dania głównego serwowana jest prosta surówka z sosem miodowo-musztardowym.
Asia zdecydowała się wybrać solidny kawałek steku z wołowiny z Pniew w towarzystwie pieczonych warzyw (32 zł). Mięso zostało wysmażone idealnie , tak jak sobie życzyłyśmy (medium well) i było bardzo soczyste. Pieczone ziemniaki, cebula, czosnek i karmelizowana w miodzie marchewka świetnie współgrały z mięsem. Do dania zaserwowano niebanalny ciemny sos z czarnej porzeczki. 




Wśród trójmiejskich restauracji trwa sezon na arktycznego dorsza skrei, który uznawany jest za najznakomitszy rodzaj tej ryby. By the way nie pozostaje w tyle i oczywiście serwuje swoją wersję skrei w papilotach z ziemniakami i pomidorkami (39 zł). Cóż mogę powiedzieć na jego temat?


To było najlepsze danie z dorszem w roli głównej, jakie miałam przyjemność zjeść! Na talerzu znalazłam spory kawałek ryby ze śnieżnobiałym mięsem w środku, niezwykle delikatnym i niesamowicie soczystym. Istna rozkosz dla podniebienia. Warzywa skąpane w winno-maślanym sosie są sprawnie dobranymi dodatkami, które znowu na myśl przywodzą mi Grecję. Tak dobrze przygotowana ryba to strzał w dziesiątkę i jeśli macie na nią ochotę to się spieszcie, bo sezon na skrei trwa do końca marca. 





Czym jeszcze mogę Was pozytywnie zaskoczyć? Autorskimi koktajlami, które za barem miksuje Paweł Ged. Pomarańczowa brandy i koperkowy gin (20 zł) to oryginalne propozycje, które ucieszą Wasze kubki smakowe i rozgrzeją serca.


Czymże byłaby babska uczta bez deseru? :) Czekoladowe brownie (12 zł) z sosem z rokitnika, który przełamał słodycz ciasta, to nieskomplikowany deser, ale poprawny. Chciałabym czegoś bardziej z kuchni polskiej i nowoczesnej, ale może jestem za wymagająca w tej kwestii, bo kocham słodkie? :) Tak przy okazji to domowe pączki zrobione na Tłusty Czwartek były pyszniutkie :).



By the way...Restauracja to kolejne miejsce w Gdyni, które dołącza do moich ulubionych. Regionalność i sezonowość przeplata się tu z nowoczesną kuchnią. Ukłony dla Michała Strzegockiego i (edit 19.04.17 nie pracuje już) Damiana Białkowskiego. Dania są dopracowane i bardzo smaczne, a atmosfera panująca w środku i gościnność sprawiają, że czujemy się jak w domu. Obsługa jest sympatyczna, uśmiechnięta i pomocna. Do zobaczenia w By the way... :). 

5 komentarzy:

  1. Restauracja wygląda obłędnie a serwowane dania są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zostawienie opinii :) oj tak dania były obłędne i pyszne

      Usuń
  2. Byłam,jadlam,polecam! Zdecydowanie moje smaki, przesympatyczna obsluga i genialny stek! Choć fanką ryb nie jestem to muszę przyznać, że dorsz też smakowal wybornie! Wrócę na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda wyśmienicie! Istne arcydzieło :-) Muszę spróbować jak najszybciej. Pozdrawiam i gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  4. Oprócz pierwszej pozycji spróbowałabym wszystkiego :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś :) Jeśli zostawiasz komentarz, jako anonim zostaw swoje imię :) Jeśli wypróbowałeś przepis podziel się zdjęciem na email lub fanpage :)

Copyright © 2016 Dusiowa kuchnia - blog kulinarny , Blogger