Haos Gdynia

Haos
ul. Starowiejska 14
Gdynia

"Łączymy smaki, potrawy, kulturę i ludzi" tak o sobie pisze gdyńska restauracja Haos, która serwuje azjatycką kuchnię. Uważam, że koncept restauracji jest bardzo ciekawy, ponieważ nie zamyka się ona na jeden rodzaj kuchni azjatyckiej, a serwuje całkiem pokaźny misz-masz. To daje restauracji wielkie pole do popisu, a gościom możliwość spróbowania dań z różnych regionów.
Migawki z restauracji zobaczycie na filmie poniżej.



Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że kuchnia azjatycka jest wciąż dla mnie do odkrywania, nie mam wielkiej wiedzy na jej temat ani też nie byłam w Azji. Natomiast ma najzwyczajniej w świecie mi smakować i zaskakiwać, więc na tej podstawie zrecenzuję Wam jej kuchnię. 


Jak widzicie wnętrze restauracji jest naprawdę oryginalne. Mój wzrok przez dłuższy czas błądził po różnych elementach, ale głównym punktem jest otwarta, czerwona kuchnia. Na kuchni oczywiście możemy podglądać Azjatów, którzy podrzucają składniki na woku, a raz na jakiś czas pojawia się wielki płomień. Pod sufitem wiszą w wiklinowych koszach rośliny oraz rozświetlają i rozweselają lokal kolorowe neony. Na gości czeka wiele stolików, ale na niektórych mogłyby być poduszki, bo po dłuższym siedzeniu na drewnianej ławie było niewygodnie. Podczas mojej wizyty w restauracji było wiele gości, grała muzyka i było głośno - panował haos :). Chciałabym aby w takiej restauracji leciała w tle wyłącznie azjatycka muzyka. Uważam, że to mogłoby sprawić, że gość czułby się jak na prawdziwej azjatyckiej ulicy. 







W menu istne królestwo dla fanów azjatyckich smaków, czego tu nie ma! Do wyboru jest aż 20 dań głównych, z czego aż 7 jest wegetariańskich. W karcie znajdują się oznaczenia ostrości (spicy - pikantne, hot - mocno pikantne) oraz dań wegetariańskich.
Na przystawkę wybieram pierożki dim sum, do których można wybrać farsz warzywny, z kurczaka lub z krewetkami i wieprzowiną (za 14 zł). Wybieram te ostatnie i dostaję w bambusowym koszyku 4 duże pierożki po brzegi wypełnione pysznym farszem. Pierożki miały miękkie ciasto i soczysty farsz. Chciałoby się ich więcej w tym koszyczku, może 6 - nawet jeśli cena byłaby wyższa. 
Sprawdzam też spring rollsy z kurczakiem (12 zł) czyli chrupiące sajgonki, które podano ze słodkim sosem chilli. Były naprawdę dobre, a ja lubię jak coś chrupie. W cenie są 2 sajgonki, które podawane są już przekrojone na pół.
Na zupę nie mogłam się zdecydować, bo jest bulion wonton, tom yum, tom kha, zupa z kimchi i ramen. W końcu wybrałam popularny ostatnio ramen na bulionie wołowym (dostępny jest jeszcze bulion rybny z owocami morza). Ramen był esencjonalny, lekko pikantny, a podano go z makaronem ryżowym, wołowiną (niestety nieidealnie miękką), pak choi, grzybami shitake i jajkiem (które raczej nie było marynowane). Kosztował 27 zł i był dobry, ale jedliśmy lepsze. Chociaż ja fanką ramenu raczej nie zostanę to Paweł był zadowolony. 






Na początku chciałam wybrać na danie główne indyjskie butter chicken, ale po poleceniu obsługi, która jest młoda, ale sympatyczna i bardzo obcykana z daniami, zdecydowałam się ginger calamari za 24 zł. Smażone kalmary (nie krążki, brawo!) z imbirem, dużą ilością sosu ostrygowego, czarnego pieprzu serwowane są z ryżem jaśminowym. Danie miało oznaczenie "spicy" ale jak dla mnie było bardzo pikantne, a jednocześnie tak ciekawe w smaku, że ze łzami w oczach, ale sięgałam po kolejne kęsy. Oprócz miękkich kalmarów na talerzu była też papryka, marchewka i cebula. Bardzo smaczne danie, ale ostre :). 
Pawłowi kelnerka poleciła bibimbap za 34 zł czyli smażoną wołowinę podaną z warzywami i jajkiem sadzonym. Danie również było pikantne, ale dzięki dużej ilości warzyw i jajka było to mniej wyczuwalne. W misce znalazły się algi, pak choi i marchewka z cebulą. Wołowina była tu bardziej krucha, a całość sycąca. 





W między czasie można popijać azjatyckie piwo lub słodką kawę na bazie mleka skondensowanego.



Na deser zupełnie nietypowo dla mnie czarny kleisty ryż z mleczkiem kokosowym, świeżym mango i plastrem ananasa za 12 zł. Choć w pierwszym momencie sam ryż totalnie mnie nie porwał to razem z ananasem i mango smakował całkiem nieźle. 
Muszę Wam też powiedzieć, że są dwa bardzo fajne dania dla dzieci: pierś z kurczaka z jajkiem, pastą kokosową podane z ryżem lub panierowana pierś z warzywami. 


Haos to azjatycka restauracja ze street foodem w bardzo luzackim klimacie, bez zbędnego nadęcia, z niewysokimi cenami i wieloma potrawami z rożnych krajów. Menu szybko Wam się nie znudzi, bo jest tu naprawdę wiele ciekawych dań od chińskich, koreańskich po tajskie czy indyjskie. Minus muszę dać za klimatyzację lub jej brak, w ciepły dzień naprawdę było gorąco w środku! Jeżeli jesteście ciekawscy to musicie odwiedzić ten lokal. I nie bójcie prosić się o sztućce :).

6 komentarzy:

  1. www.pysznieczyprzepysznie.blogspot.com10.09.2017, 20:49

    Bardzo u Ciebie apetycznie:) Zostaję na dłużej hihihi

    OdpowiedzUsuń
  2. Jka będe w Gdynii nie długo to na pewno wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie wtedy napisz czy też Ci smakowało :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Fajnie że zgadzasz się z moją opinią :)

      Usuń

Dziękuję, że jesteś :) Jeśli zostawiasz komentarz, jako anonim zostaw swoje imię :) Jeśli wypróbowałeś przepis podziel się zdjęciem na email lub fanpage :)

Copyright © 2016 Dusiowa kuchnia - blog kulinarny , Blogger