Ulubieńcy listopada 2017

Listopad zlecił mi bardzo szybko, ledwo się obejrzałam, a już mamy grudzień. Choć nie jest to mój ulubiony miesiąc to znalazłam kilka umilaczy życia. Zajrzyjcie na listę, co zostało moimi ulubieńcami miesiąca, a jeśli jesteście ciekawi na jakich eventach bywałam to koniecznie zobaczcie mój Instagram



Ulubieńcy listopada 2017



1. Książki


Moja kulinarna i nie tylko biblioteczka wciąż się powiększa, a w tym miesiącu w moje ręce trafiły naprawdę pięknie wydane książki.



O "Trufla. Same dobre rzeczy." Patrycji Doleckiej wspominałam Wam już we wpisie "pomysły na kulinarne prezenty świąteczne". Książka została wydana przez Wydawnictwo Buchmann, które ostatnio zaskakuje samymi pięknymi publikacjami. Patrycja od 10 lat prowadzi kulinarny blog Truffle in a rum chocolate i proponuje na nim kuchnię smaczną, prostą, ale też zdrową i zgodną z Kuchnią Pięciu Przemian. W książce znajdziecie zatem przepisy na tradycyjne danie, ale także nowocześniejsze i zdrowsze. Publikację podzielono na 4 rozdziały: śniadania, obiady i kolacje, desery, napoje i przetwory. Mocną stroną tej książki są klimatyczne, piękne fotografie, które okraszone są rodzinnymi, ciepłymi historiami.


"Italia do zjedzenia" Bartka Kieżuna to też jedna z nowszych publikacji Wydawnictwa Buchmann. To książka kulinarna i przewodnik po Włoszech w jednym. Po przejrzeniu książki zapragnęłam podróży do kraju, w którym rządzą proste, aromatyczne przepisy i piękna architektura. Nie zabrakło tu także miejsca na sztukę, a wszystko obrazują nam fotografie z podróży samego autora.


"O roślinach" Radosława Berent i Łukasza Marcinkowego to książka wydana przez właścicieli poznańskiej kwiaciarni Kwiaty & Miut. Książkę otrzymałam w prezencie podczas śniadania z okazji targów "Oko na Trójmiasto". Ta publikacja to w zasadzie album i przewodnik po roślinach doniczkowych. Opisano tu ponad 50 gatunków roślin i zawarto porady jak je uprawiać, podlewać czy nawozić. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej książki już żadna roślinka mi nie padnie :).




2. Kosmetyki

W tym miesiącu po obejrzeniu filmu Radzkiej postanowiłam dać szansę kosmetykom Nivea. Używania kultowego kremu Nivea nauczyła mnie mama już za dzieciaka i jakoś na tym stanęło. Tym razem bardzo polubiłam się z antyperspirantem w sprayu (dawno takiego nie używałam, dotąd rządziły u mnie kulki) Invisible Black&White. Faktycznie nie pozostawia żółtych plam na ciemnych koszulkach, a białe nie mają żadnych przebarwień. Jest też skuteczny w walce z potem. Kolejny produkt, który przepięknie pachnie i nawilża skórę to żel pod prysznic Havaii Flower&Oil. Ten zapach jest naprawdę hawajski, kwiatowy i letni. W środku żelu znajdują się kropelki olejków, które idealnie nawilżają moją skórę. Testuję też obecnie dwufazowy płyn do makijażu Nivea i jest to chyba pierwszy płyn, po którym nie szczypią mnie moje wrażliwe oczy. Z trudnym makijażem ten płyn też radzi sobie całkiem nieźle. Nie ściąga mi też skóry. 



3. Muzyka na listopadowe dni

Totalnie rozkochałam się w tej piosence po dokładnym wsłuchaniu w słowa, czyż nie jest piękna, romantyczna i idealna na pierwszy taniec? :)



Druga piosenka utrzymana w kubańskim rytmie, latynoskich klimatach przypomina mi o wieczorach spędzonych w upalnej Grecji. Obejrzyjcie koniecznie teledysk poniższy.



Trzecie piosenka bardzo pozytywnie mnie nastrajała w te smutne, jesienne, listopadowe dnie, zresztą Jessie Ware uwielbiam nie od dziś.


Czwarta po prostu pięknie mi w duszy gra, tak nostalgicznie. 



4. Nowe roślinki

Kiedy zobaczyłam tą roślinkę w Lidlu to od razu się w niej zakochałam, zresztą pojawia się ona na co drugim moim zdjęciu. Nie wiedziałam tylko jak się nazywa, ale z pomocą przyszła mi wyżej wspomniana książka i już wiem, że jest to Eszeweria (Echeveria sp.) z rodziny gruboszowatych i pochodzi aż z Meksyku. Mięsiste listki tego sukulenta układają się w uroczą rozetkę.



Wraz z końcem listopada pojawiła się też u mnie miniaturkowa gwiazda betlejemska, czyli wilczomlecz nadobny. Co ciekawe on też pochodzi z Meksyku. Wybrałam takie maleństwo, bo to nie łatwa w uprawie roślinie, a ta mała wersja będzie też ślicznie wyglądać przy fotografowaniu świątecznych dań. Pamiętajcie, że jest trująca dla zwierząt! 



Co zostało Waszym ulubieńcem miesiąca?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś :) Jeśli zostawiasz komentarz, jako anonim zostaw swoje imię :) Jeśli wypróbowałeś przepis wyślij zdjęcie na klaudia.sroczynska@gmail.com lub wstaw na fanpage :)

Copyright © 2016 Dusiowa kuchnia - blog kulinarny , Blogger