Szukaj na blogu

Gdzie zjeść na Helu? Restauracja Checz Hel

Gdzie zjeść na Helu? Sama zadawałam to pytanie jeszcze całkiem niedawno. Obfitość knajpek przy głównym szlaku turystycznym jest tak duża, że można złapać się za głowę. Tripadvisor też niespecjalnie pomógł. Kiedy tak krążyliśmy i szukaliśmy w nasze oczy wpadł uroczy, klimatyczny ogródek, taki nieco babciny. Co prawda ludzi było w nim niewiele, ale postanowiliśmy zaryzykować czego potem nie żałowaliśmy. Znaleźliśmy odpowiedź na pytanie gdzie zjeść na Helu :). 



Restauracja Checz

ul. Wiejska 107
Hel
Checz to po kaszubsku dom - a restauracja Checz mieści się w rybackim domku z 1918 roku! Kawał historii, którą widać we wnętrzu restauracji. Dużo się dzieje w środku, ale ma się wrażenie, że to wszystko ma swoje miejsce. Sieci rybackie, drewniany ster, dzbanuszki, stare latarenki, skorupiaki i stare zdjęcia rybaków. Bardzo klimatyczny wystrój jest w środku, ale także na zewnątrz. Ogródek przypomina mi klimat, jak u mojej babci, szydełkowe obrusy, metalowe retro krzesła i czerwone kwiatki, a wszystko w otoczeniu murów z czerwonej cegły. Pięknie tu!









Menu

W karcie dań oczywiście królują ryby - na zakąskę macie do wyboru aż 3 rodzaje śledzi i...ślimaki, jest kilka zup, pierogi z różnym farszem i ryby - cena podana za 100 g. Przyznam, że pierwszy raz zamawialiśmy ryby w cenie za gramy i byłam bardzo ciekawa, jak to wygląda cenowo w porównaniu do rybnych dań z ceną podaną od razu za całość w innych restauracjach np. w Trójmieście. Byliśmy mile zaskoczeni, bo wszystkie 3 propozycje rybne oscylowały w kwocie ok. 30 zł - co odpowiadało ok. 300-400 g ryby na porcję, co jest całkiem solidnym obiadem. Pamiętajcie jednak, że w takich miejscach do ceny musicie doliczyć jeszcze oddzielnie dodatki - frytki, kaszę czy surówki. Jednakże biorąc średnią cenę za obiad ryba plus dodatki wyszło nam średnio 45 zł - standardowa cena w Trójmieście za rybę, z tą różnicą, że tu objedliśmy się jak bąki i nie mogliśmy dojeść, ale nie były to na pewno zdrowe propozycje, które z łatwością dostaniecie w naszym Trójmieście. Pewnie Wy, jako turyści jesteście do tego przyzwyczajeni, ale dla mnie trójmiejskiej dziewczyny, która nie jada ryby nad morzem w smażalniach sprzedawanej na gramy było to ciekawe doświadczenie. 
W menu znajdują się też pozycje dla wegetarian. 

Muszę jeszcze dodać, że pomimo niewielkiego obłożenia dosyć długo czekaliśmy na dania główne, ale przynajmniej mieliśmy pewność, że są robione od podstaw. 


Jako fanka śledzi wszelakich skusiłam się na zakąskę w postaci śledzia po kaszubsku za 12 zł. Przyznam, że spodziewałam się mikro koreczków w tej cenie, a dostałam olbrzymiego śledzia zawiniętego w sosie pomidorowym z dużą ilością usmażonej cebulki, tak jak lubię. To był przyjemny start. Szkoda, że nie podano chleba do przystawki, co jest już standardem w wielu miejscach, tu jest dodatkowo płatny.


W gronie 4 osób przetestowaliśmy też zupę rybną za 12 zł z dorszem i łososiem. Otrzymaliśmy niby małą miseczkę zupy, ale pełną mniejszych i większych kawałków ryb, z przewagą dorsza. Wywar był esencjonalny, delikatnie doprawiony pomidorami i dużą ilością majeranku.


W menu znajdziecie szeroki wybór ryb po prostu smażonych lub cytując z karty "ryby podane inaczej" i właśnie na tą drugą opcję ja się skusiłam. Wybrałam dorsza po helsku w cieście piwnym  cebulką - 8,50 zł za 100 g. Poprosiłam kelnera o możliwy mniejszy kawałek, ale na nic zdały się moje prośby niestety, bo na talerzu znalazłam 370 g dorsza! To jest gigantyczna porcja! Nie dałam rady zjeść całej. Żałowałam, że zamówiłam opiekane ziemniaczki (7 zł) i bukiet surówek (6 zł), bo spokojnie najadłabym się tylko rybą. A ryba była naprawdę dobra i soczysta! Miała bardzo ciekawe ciasto, odsączone po wyjęciu z tłuszczu, lekko chrupiące z wierzchu, pyszka! Chciałabym przepis na takie ciasto :). Za całość wyszło 44,45 zł. 




Kolejny nasz wybór to karmazyn, którego uwielbiam w każdej formie, więc jeśli jest gdzieś dostępny to wiedzcie, że na pewno go zamówię. Zasugerowałam Pawłowi ten wybór i otrzymał na talerzu 330 g ryby - 100 g za 9 zł. Razem z frytkami i surówką wyszło 41,70 zł. Rybę przygotowano w klasycznej mącznej panierce, była również bardzo dobra, choć czuć, że to był mrożony filet. 



Zaskakujący okazał się pstrąg w miodzie i migdałach po 8 zł/100 g - cała ryba ważyła 390g. Moi towarzysze jako dodatek wybrali sobie szpinak z czosnkiem za 8 zł. Całe danie kosztowało zatem 39,20 zł i wyszło najtaniej pomimo, że była to największa wagowo ryba. Do tej pory jadłam pstrąga tylko w wersji z masełkiem, czosnkiem i koperkiem, a to była zaskakująca odmiana (po Helu znalazłam jeszcze jedną restaurację z naprawdę dobrymi pstrągami niedaleko Rytla, opiszę Wam niebawem). Pstrąg na słodko z migdałami zaskoczył nas i był naprawdę pyszny! Tylko ta zabawa z ośćmi - coś za coś :). Szpinak klasyczny z czosnkiem poprawny.



podsumowanie


Jeżeli zadajcie sobie pytanie gdzie zjeść smacznie na Helu to już znacie odpowiedź - restauracja Checz naprawdę pysznie nas nakarmiła i wypełniła nasze brzuchy na maxa, a myślałam, że wciągnę jakiś deser, ale już nie było opcji. W między czasie popijaliśmy piwka, w tym regionalne z Gościszewa, a nam kobietkom bardzo przypadło do gustu piwo z wiśniami (11 zł) z syropu. Jestem ciekawa, czy byliście w Checzy? 




1 komentarz:

Dziękuję, że jesteś :) Jeśli zostawiasz komentarz, jako anonim zostaw swoje imię :) Jeśli wypróbowałeś przepis wyślij zdjęcie na klaudia.sroczynska@gmail.com lub wstaw na fanpage :)