Szukaj na blogu

Restauracja monka Toruń

W sierpniu odwiedziliśmy Toruń, który jest jednym z naszych ulubionych miast w Polsce. To niezwykle urokliwe, klimatyczne i piękne miasto, które dostarcza nam zawsze wielu kulinarnych wrażeń (zobacz tu).  Jak możecie się domyślić, prawie każdy wyjazd planuję również pod kątem odwiedzenia i przetestowania nowych restauracji. Moje koleżanki blogowe po fachu - Monika od wegańskich pyszności oraz Gosia, która otworzyła swoją cukiernię Wypiek w Poznaniu - polecały wybrać się do restauracji monka. Nie miałam wyboru, musiałam pójść! I nie żałuję! Zachwyciły mnie tu wyjątkowe dania, ale także przepiękne wnętrze. 


Restauracja monka

Piekary 2
Toruń
(koło Krzywej Wieży)



Restauracja monka zlokalizowana jest na terenie Starego Miasta, w pobliżu Krzywej Wieży i mieści się w dawnym spichlerzu, który służył do magazynowania zbóż. Koncept restauracji nawiązuje do historii spichlerza. W restauracji korzysta się z kasz, domowych przetworów i oczywiście mąki. 

Wnętrze


Wnętrze restauracji jest przepiękne i totalnie trafiło w mój gust. Jasne drewno, pomarańczowa cegła, świeże kwiaty, szarości idealnie tworzą tu klimat taki domowy, ciepły, sielski, rustykalny. Zaraz po wejściu moim oczom ukazała się otwarta kuchnia, w której kucharze uwijali się jak pszczółki. Mocnym akcentem jest też piec opalany drewnem wyłożony białymi kafelkami.  Monka zlokalizowana jest na aż 3 poziomach - parter jest standardowo dla wszystkich gości na co dzień, na antresoli można zorganizować rodzinne czy firmowe spotkania, a w piwnicy zlokalizowano salę VIP, gdzie jest też winiarnia. Do monki wpadliśmy około godz. 17 a restauracja w zasadzie była pełna ludzi, co dobrze wróżyło. Pamiętacie o rezerwacji jak się będziecie tu wybierać. 







winiarnia

antresola

Menu restauracji monka


Szefem kuchni jest Paweł Zasławski, którego możecie kojarzyć z Poznania, gdzie okrzyknięty został wschodzącym talentem poznańskiej gastronomii i odkryciem roku 2015. Kuchnia w monce nawiązuje do tradycji kulinarnej Kujaw, ale serwowana jest w nowoczesny sposób. Sezonowe produkty pochodzą tutaj od lokalnych dostawców. W karcie dań znajdują się nieszablonowe propozycje wegańskie i wegetariańskie.
W oczekiwaniu na zamówione dania kelner podaje do naszego stołu koszyk z pieczywem wypiekanym na miejscu oraz słoiczkiem z gzikiem (to chyba takie nawiązanie do poznańskich korzeni). 


Na początku zamawiamy startery, czyli przystawki i decydujmy się przetestować mięso, które nie wszędzie jest dostępne, czyli ozory wołowe, a także śledzia, czyli oryginalnego matiasa holenderskiego. Obie przystawki kosztowały ok. 25 zł. 
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to przepiękna estetyka podania dań, które prezentowały się niczym kulinarne obrazy na talerzu. Ozory wołowe konfitowane w kremie z sosu sojowego podane z sosem chrzanowym, dzikim brokułem i bobem to naprawdę ciekawa przystawka. Mięso było miękkie, rozpadało się w ustach, a dodatki nie takie oczywiste pięknie współgrały. 
Matias z remoladą z selera, puree z jabłka, oliwka z koperku, kiszony ogórek i piklowana cebulka to mistrzostwo świata! To najlepszy śledź jakiego miałam przyjemność zjeść (a zjadłam ich dużo)! Zaskakujące jest to, że nad morzem w Trójmieście nigdzie tak dobrego śledzia nie dostałam. Myślę, że zasługa jest tu w oryginalnym matiasie - z reguły jemy śledzie a'la matias - który jest bardzo delikatny, poznacie go po lekko różowym kolorze. Tak dobra ryba w towarzystwie ciekawie dobranych dodatków (puree z jabłka zrobiło tu dobrą robotę) po prostu jest dla mnie hitem całego roku! Pychota!





Monka zasłynęła ze staropolskich podpłomyków, które tutaj przygotowywane są nie na drożdżach, a na żytnim zakwasie i wypieka się je w piecu chlebowym opalanym drewnem. W menu znajdziecie aż 8 podpłomyków z różnymi dodatkami. My decydujemy się na polecany przez obsługę podpłomyk z siekanym mięsem kaczki, konfiturą z żurawiny i świeżym szpinakiem (16 zł). Przyznam szczerze, że to jedyna pozycja, która nas nieco rozczarowała, ponieważ mieliśmy duże oczekiwania, a daniu zabrakło po prostu kropki nad i w postaci...soli. Podpłomyk był bardzo mocno wypieczony i chrupiący, słodko-kwaśna żurawina pasowała do mięsa kaczki, które prawdopodobnie w piecu nieco się podsuszyło, ale całość była bez wyrazu, nawet szpinak nie pomógł. Na pewno kilka kryształków soli by pomogło odmienić ten podpłomyk. 



Do picia w Monce polecam przede wszystkim genialne lemoniady (9 zł) robione na miejscu np. agrestową czy bazyliowo-ogórkową lub na dobry początek kieliszek prosecco z kija (8 zł). 



Kiedy w menu zobaczyłam modną bułkę na parze to od razu wiedziałam, że chcę ją pierwszy raz spróbować. W Monce buła na parze by monka podawana jest z policzkami wołowymi, majonezem musztardowym, arbuzem i ciemnym sosem (32 zł). Jakie to było dobre! Mięciutka, pulchniutka bułeczka z odciśniętym logo restauracji była wypchana po brzegi kruchym mięsem, ogórkami i tym genialnym sosem z musztardą. Dodatek na talerzu w postaci arbuza była zaskakujący, ale dodał daniu rześkości i sprawił, że całość nie była taka ciężka. Polecam spróbować!



Drugim daniem głównym, które spróbowaliśmy to polecane przez samego szefa żebro wołowe wolno pieczone z konfitowanymi pomidorkami, dymką, kiszonym ogórkiem i krokietem cebulowym (ok. 50 zł). Trzeba przyznać, że kuchnia doskonale zna się na przygotowaniu mięciutkich mięs, a to danie tylko to potwierdza. Wołowina rozpadała się i rozpływała w ustach. Krokiet cebulowy był świetny, nie jadłam niczego podobnego jeszcze. Takie krokiety chętnie widziałabym w karcie np. jako przystawkę :). Cena za danie jest bardzo wysoka, nie jestem pewna czy mężczyzna najadłby się nim zamawiając tylko je, można by dorzucić np. jeszcze jeden krokiet. 



W trybie ekspresowym musiałam wciągnąć deser, bo okazało się, że coraz bliżej do naszego powrotnego autobusu do Gdańska. Mus czekoladowy z kokosem, brownie z migdałami i sos z mango i marakui (21 zł) był pyszny. Mocno czekoladowy dół o gęstej i aksamitnej konsystencji z lekką jak chmurka górą kokosową. Słodkość przełamano tropikalnym sosem. Idealnie moje smaki. Do deseru zaproponowano nam robioną na miejscu nalewkę cytrynową i to było świetne zwieńczenie naszej kulinarnej przygody w Monce. 




podsumowanie

Restauracja monka to najciekawsza restauracja jaką udało mi się odwiedzić ostatnio w Toruniu. Klimatyczne i stylowe wnętrze, kuchnia tradycyjna idąca z duchem czasu i nowoczesnymi technikami oraz nietypowymi połączeniami smaków, a do tego profesjonalna obsługa. Po obiadku warto przespacerować się klimatycznymi uliczkami po pięknym Starym Mieście w Toruniu albo wybrać się nad Wisłę. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś :) Jeśli zostawiasz komentarz, jako anonim zostaw swoje imię :) Jeśli wypróbowałeś przepis wyślij zdjęcie na klaudia.sroczynska@gmail.com lub wstaw na fanpage :)