Szukaj na blogu

Restauracja Lazurowa Jastrzębia Góra

W Jastrzębiej Górze mieliśmy ogromne szczęście, bo trafiliśmy na rewelacyjny Hotel Szafir (recenzja tu), a pod nosem mieliśmy też elegancką restaurację z doskonałymi posiłkami. Choć budził się we mnie łowca na nowe miejsca to wspólnie podjęliśmy decyzję, że podczas naszego wyjazdu będziemy jeść tylko w Restauracji Lazurowej, bo jest pysznie, a w menu dla każdego coś dobrego! We wpisie zatem znajdziecie opis dań z dwóch kolacji.
Zobaczcie też jak wyglądało śniadanie w Hotelu Szafir - klik




Restauracja Lazurowa

Droga Rybacka 54
Jastrzębia Góra
(w Hotelu Szafir)

Jeżeli jesteście ciekawi hotelu i restauracji to obejrzyjcie vloga z podróży, gdzie wszystko dokładnie widać :). 





Pierwsze wejrzenie do restauracji spowodowało uśmiech na mojej twarzy, bo zobaczyłam moje kolory na fotelach, różowy i niebieski - idealnie. Po wejściu można było wyczuć piękny zapach jaśminowca, który zdobił stoliki - bardzo lubię świeże kwiaty w restauracjach. Samo wnętrze jest eleganckie, ale przytulne. Na końcu restauracji Lazurowej zlokalizowano Bar Laguna, w którym zamówicie koktajle lub napijecie się aromatycznej kawy. W moje oko wpadły też eleganckie, różowe fotele, w których oczywiście musiałam zrobić sobie zdjęcie :). Przed restauracją ustawiono ogródek z koszy plażowych w biało-niebieskie paski. 











W Restauracji Lazurowej serwowane są zarówno dania z kuchni europejskiej, jak i polskiej, a w tym regionalne propozycje, a więc znajdziecie tu kaszubskie akcenty (podobnie jak na śniadaniu hotelowym). 
Szef kuchni Tomasz Leśniak na początku proponuje specjalny poczęstunek, czyli amuse bouche - taki starter od kuchni na trzy kęsy, w postaci obłędnego śledzia w sosie musztardowym. Chętnie bym widziała tego śledzia w menu jako przystawkę, bo jest naprawdę dobry! Skutecznie pobudził moje kubki smakowe. 



Pierwszą przystawką, jaką przetestowałam był gravlax z łososia podany ze skórką z zielonego ogórka i emulsją bazyliową (28 zł). Talerz prezentował się przepięknie, łosoś niczym różyczki na trawie z bazyliowej emulsji. Całość smakowała bardzo dobrze, marynowana ryba była nieco słona (ale mi to nie przeszkadza), a bazyliowe i ogórkowe nuty oraz grzanki świetnie wyważyły ten smak.


Innym razem zamówiłam tatar wołowy francuski podawany z piklowaną szalotką i kurkami (34 zł), do którego oczywiście podano świeże pieczywo. Danie znowu bardzo estetycznie zaserwowano  i podobnie było ze wszystkimi daniami w restauracji, więc później już nie będę się powtarzać. Na talerzu znalazły się nawet jadalne kwiaty i mikro zioła. Porcja mięsa całkiem spora. Na początku zaniepokoił mnie jaśniejszy kolor mięsa, ale okazało się, że wołowinę wymieszano ze sporą ilością marynowanych dodatków. Całość dla mnie była zbyt "octowa", chyba jednak wolę tatar wołowy podawany klasycznie, gdzie sama dawkuję sobie dodatki do mięsa. 



Paweł zdecydował się na zupę miso z krewetkami i czarnym makaronem (17 zł), która odczarowała nam miso, bo wcześniej jedliśmy taką bardzo bez wyrazu. Ta zupa była dosyć esencjonalna i pikantna, a krewetki były minimalnie przeciągnięte dla mnie, ale dla Pawła bardzo dobre. Bardzo ciekawa, azjatycka zupa to dobre urozmaicenie menu. 



W restauracji przygotowywane są wyłącznie świeże ryby, a w dodatkowej ofercie weekendowej pojawiła się podczas naszego pobytu makrela, więc jako fanka wszelkich ryb musiałam spróbować. Makrela okazała się największym, pozytywnym zaskoczeniem i podczas drugiej kolacji miałam okazję znowu ją zamówić, ale w końcu się powstrzymałam. Filet z makreli smażonej na maśle z estragonem podawany z kaszą quinoa, szparagami, cremem fraiche, chipsem z kapusty czerwonej i oliwą pietruszkową to poezja smaków i pełna kulinarna ekscytacja! O mamo jakie to było pyyyszne! A miało jeszcze lepszą cenę - 25 zł za 2 filety ryby na talerzu z dodatkami. Ryba była niezwykle soczysta, miała chrupiącą skórkę, a ja nawet nie wiedziałam, że aż tak lubię makrelę (do tej pory jadłam tylko wędzoną i w rolkach sushi). Dodatki perfekcyjnie zagrały. Chapeau bas dla całej załogi na kuchni :).


Paweł zdecydował się też na rybę przy pierwszym obiedzie i to był również doskonały wybór. Zębacz pieczony podany z kaszotto grzybowym, cremem fraiche, szparagami i szczypiorkiem (31 zł) to obłędnie soczysty, jędrny, mięsisty kawałek ryby o delikatnym, subtelnym smaku, które podkreśliło leśne kaszotto. Taka ryba to prawdziwy rarytas, nawet w Trójmieście jest trudno dostępna, więc w Jastrzębiej Górze macie okazję spróbować prawdziwy przysmak.


Podczas drugiej wizyty w restauracji, tak jak pisałam miałam ochotę znowu na makrelę, ale w końcu zdecydowałam się przetestować filet z sandacza z młodymi ziemniakami, pieczonymi marchewkami i sosem kaparowym (34 zł). Porcja przerosła moją pojemność, ale było taak pysznie, znowu! Smacznie przygotowana rybka, ziemniaczki smakowały jak z ogniska, pyycha i słodkie marchewki. 


Trzeba było sprawdzić też chociaż jedno mięsne danie, a więc Paweł wybrał chyba najoryginalniejszą pozycją, jaką była golonka z dzika podana na maślanym puree z sosem grzybowym i lekką sałatką (30 zł). Dzik jest trudnym mięsem do przygotowania, miejscami był lekko suchy, ale Paweł stwierdził, że aksamitne, maślane puree i świetny sos grzybowy mu to wynagrodziło. Ja natomiast doceniam fakt, że sałatka była ze świetnym sosem - taki szczegół, a tak wiele restauracji o tym zapomina, podając suche warzywa.




Desery w Restauracji Lazurowej były kropką nad i, prawdziwym zwieńczeniem uczty! Na samą myśl robię się głodna! Pate choux z chałwą, coulis truskawkowym i ziemią czekoladową (17 zł) to deser, który został stworzony specjalnie pode mnie - świeżutkie ciastko parzone z chałwowym kremem i truskawkami, z każdym kolejnym kęsem rozpływałam się! Niebo w gębie!



Pawłowi deser też wyjadałam, sable z kremem z białej czekolady i owocami (16 zł) prezentowało się uroczo! Pełna precyzja przy układaniu kremu i dodatków. Sable to kruche ciasto, które przełożono pysznym kremem, a kwaskowate owoce były fajnym finiszem. Jeżeli nie macie ochoty na obiad wpadnijcie tu chociaż na te rozkoszne desery i zamówcie sobie dobrą kawę do tego np. szafirową! 




Tak błogo się właśnie czułam po deserach :). 



Pyszna restauracja w Jastrzębiej Górze? Restauracja Lazurowa w Hotelu Szafir! Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się aż tak dobrej kuchni, w małej, nadmorskiej miejscowości, a tu taka perełka kulinarna się trafiła! Mocną stroną restauracji są ryby i desery! Obsługa jest bardzo profesjonalna i sympatyczna oraz pomocna, Pani kelnerka bardzo dobrze znała kartę dań, to lubię! Cała załoga na kuchni spisała się na medal. 

Pragnę podziękować za tak pyszną kulinarną ucztę szefowi kuchni Tomaszowi Leśniak (którego miałam okazję poznać, co było super miłe) oraz kucharzom Adrianowi Niedzielskiemu, Łukaszowi Artowskiemu i Bartkowi Kozłowskiemu. Pani manager Alicji Stencel dziękuję również za wyrozumiałość, dzięki której mogłam Wam przygotować tak obszerne fotorelacje latając z aparatem między jedzeniem, a innymi gośćmi :). 


Zajrzyjcie też do wpisów:




2 komentarze:

  1. Super zdjęcia, byłam tam rok temu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Restauracja nie tylko pięknie wygląda, ale ma do zaoferowania przepyszne jedzonko :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś :) Jeśli zostawiasz komentarz, jako anonim zostaw swoje imię :) Jeśli wypróbowałeś przepis wyślij zdjęcie na klaudia.sroczynska@gmail.com lub wstaw na fanpage :)