Tłusty Czwartek zbliża się wielkimi krokami, więc przygotowałam rożki karnawałowe z konfiturą w środku. Rożki karnawałowe to chrupiące ciasteczka ze słodką konfiturą w środku, smażone na głębokim tłuszczu. Przepis na rożki karnawałowe poniżej, a więcej przepisów na Tłusty Czwartek tu

Rożki karnawałowe

ciasto:
  • 3 szklanki mąki
  • 1 żółtko
  • szklanka mleka
  • pół kostki rozpuszczonego masła 100 g

  • konfitura (różana, wieloowocowa, truskawkowa)
  • do smarowania: białko + łyżeczka wody
  • do posypania: cukier puder

Składniki na ciasto zagnieść ze sobą i elastyczne, zagniecione ciasto włożyć do lodówki na godzinę w celu schłodzenia.
Po tym czasie ciasto rozwałkować i pokroić na kwadraty. Na środek kwadratu wykładać konfiturę (dobrze aby była bardzo gęsta). Brzegi kwadratów posmarować rozmieszanym białkiem z wodą i skleić ze sobą na kształt trójkąta. Dodatkowo brzegi można docisnąć widelcem. 
Smażyć na rozgrzanym oleju w głębokiej patelni z dwóch stron na złoto. Odsączać z tłuszczu na ręczniku papierowym. 
Przed podaniem rożki karnawałowe posypać cukrem pudrem. Z przepisu wychodzi około 25 nie za dużych rożków.

Mini pączusie

2 serki homogenizowane po 250g.
3 jajka
2 łyżki śmietany 18%
3 łyżki cukru
5szklanek mąki (trzeba dodać tyle, żeby za mocno się nie kleiło) 
1 łyżeczka sody 
1 opakowanie cukru waniliowego
Wszystkie składniki zagnieść na miękkie, mało klejące się ciasto.
Stolnicę obsypać mąką, wyłożyć ciasto i formować kuleczki na pączusie.
Smażyć w głębokim tłuszczu z obu stron aż do mocniejszego zarumienienia (inaczej będą surowe w środku).
Gotowe odsączyć na papierowym ręczniku i posypać cukrem pudrem.
Mam wrażenie, że tak niedawno szykowałam dla Was spis z miejscami, gdzie dostaniecie pyszne rogale marcińskie (zobacz), a tu już lada moment mamy Tłusty Czwartek. W tym roku razem z moją grupą na fb „Gdzie jeść w Trójmieście” stworzyliśmy listę miejsc, gdzie dostaniecie najlepsze pączki. To pierwszy taki ranking na blogu w oparciu o część moich doświadczeń, ale też o sporo Waszych!
W tym roku serwuję Wam naprawdę zacne przepisy na Tłusty Czwartek. Pojawiły się już najlepsze pączki jakie do tej pory robiłam (zobacz tu), a teraz mam dla Was przepis na faworki prosto od Wojciecha Rzepeckiego, czyli znanego trójmiejskiego mistrza cukiernictwa! Wojtek ma swój fanpage – dajcie mu like niech się dzieli z nami pysznymi przepisami :). 

W tym roku za honor postanowiłam sobie przygotowanie pysznych pączków z różanym nadzieniem, które będą miały białą obrączkę, co do tej pory średnio mi się udawało! W zeszłym tygodniu poświęciłam pół niedzieli na ich przygotowanie, ale było warto, bo nawet następnego dnia były boskie!
Wszystkie przepisy na Tłusty Czwartek są tu, w szczególności polecam Wam: 
oponki serowe
lany chrust
amerykańskie donaty z lukrem (pieczone).

Nie wierzę, że już luty! Styczeń nie należy do moich ulubionych miesięcy i strasznie mi się dłużył. Zaczął się chorobą, a potem jakoś lepiej też nie było i w końcu zakończył się też chorobą – zapaleniem spojówek i odwykiem od komputera :(. Zamiast noworocznych postanowień przygotowałam wpis z listą marzeń zobacz tu. Na przekór styczniowemu odchudzaniu przygotowałam cytrynowe oponki, zróbcie je na Tłusty Czwartek. Kiedy zabrałam się do pisania tego wpisu to myślałam, że nic fajnego w tym miesiącu nie znajdę, a jednak znalazłam wiele umilaczy styczniowych.

Ulubieńcy stycznia 2018

1. Książki

Leżakując w łóżku podczas choroby miałam wreszcie czas przeczytać nowe książki. Pierwszą z nich jest „Make Photography Easier” Kasi Tusk, która dzieli się z początkującymi w fotografii swoimi radami, trickami i pomysłami na dobre zdjęcia. To książka dla amatorów w fotografii i początkujących np. na Instagramie. To wiedza, do której ja dochodziłam przez kilka lat sama, próbując, przeglądając zdjęcia innych i szukając poradników. Tu macie wszystko w jednym miejscu. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. 
Książkę Agnieszki Cegielskiej „Naturalnie” dostałam od mamy na Mikołajki. Ta książka jest wspaniała, jak sama autorka, którą uwielbiam za ciepły głos i dobre serce. W tej publikacji odkryjecie moc darów natury i dowiecie się jakie właściwości ma cynamon, awokado czy kasza jaglana. Całość napisana jest w taki sposób, że tą wiedzę łatwo przyswoić. Czasami nie ma sensu sztucznie się suplementować, a sięgnąć do tego, co daje nam natura.  

2. Seriale

W styczniu szukałam na Netflixie czegoś nowego, ale lekkiego i wesołego do obejrzenia i kliknęłam na serial „Grace i Frankie”. Opowiada on o życiu dwóch kobiet, ułożonej i emerytowanej kosmetyczki oraz szalonej nauczycielki sztuki. Ich życie rozpada się na kawałki, kiedy dowiadują się, że ich mężowie są w sobie zakochani i postanawiają wziąć ślub. Pomyślałam co za głupoty i zaczęłam oglądać i…się wciągnęłam, bo wszystko przedstawione jest w bardzo wesoły sposób. Jane Fonda w roli głównej sprawdza się cudownie. Grace i Franki choć nigdy się nie lubiły zaczynają się w tej trudnej sytuacji wspierać. 
W ulubieńcach września pisałam Wam, że zaczęłam oglądać Breaking Bad i po obejrzeniu wszystkich sezonów muszę przyznać, że jest to genialna produkcja. Nie mogłam doczekać się oglądania kolejnych odcinków, bo każdy kończył się w kluczowym momencie i zostawiał nutkę niepewności. Kto by pomyślał, że wkręci mnie serial o nauczycielu chemii, który w obliczu choroby postanawia zostawić majątek swojej rodzinie i zaczyna produkcję metaamfetaniny. To zaraz po Chirurgach dla mnie najlepszy serial. 
Po obejrzeniu Breaking Bad wiedziałam, że zacznę oglądać „Better call Saul”, który jest jakby bratem Breaking Bad (nie trzeba znać jednak fabuły jego). W serialu „Better call Saul” występuje pechowy prawnik, który jest głównym aktorem i wokół jego świata toczy się serial. To serial o utracie nadziei głównego bohatera, który wybiera łatwiejsze rozwiązania i zawsze ma pecha. Drugoplanową rolę gra Mike, były policjant, który z czasem przemienia się w gangstera. To chyba wątek Mike (który również występował w Breaking Bad) jest dla mnie nieco ciekawszy. Podsumowując to serial, który pokazuje, że nasze wybory oraz nasze otoczenie kształtują nas. 

3. Muzyka

W moich głośnikach ostatnio rządzi Kortez, o którego istnieniu dowiedziałam się przypadkiem w pracy, kiedy koleżanki wybierały się na koncert. Pomyślałam sobie, że to pewnie jakiś rockowy zespół, a po jakimś czasie sprawdziłam i się bardzo zdziwiłam i zakochałam w jego piosenkach. Kortez to polski muzyk, kompozytor i wokalista w jednym. Tworzy liryczne piosenki, głównie o miłości, a siłą tej muzyki jest prostota i szczerość do bólu. 

4. Kosmetyki

Od jakiegoś czasu próbuję utrzymać chłodny kolor moich blond włosów. Do tej pory używałam słynnych płukanek Joanna do włosów, a ostatnio w ręce wpadła mi płukanka w sprayu Joanny. Daje natychmiastowy efekt schłodzenia, jest wygodniejsza w użyciu, bo możemy stosować ją na wysuszone już włosy. Trzeba jednak dozować ją ostrożnie – po pierwsze może zabarwić nam ciuchy, a po drugie łatwo można przesadzić z kolorem. Bardzo lubię efekt po niej, ale strasznie drażni mój nos. 
W styczniu postawiłam na lepszą pielęgnację twarzy i kupiłam ze znanej mi serii Ziaja „liście manuka” tonik zwężający pory na dzień i na noc. To tonik, który pomaga mi domyć resztki makijażu, tonizuje skórę nie wysuszając jej i ma przyjemny atomizer, którzy po wypryśnięciu robi mgiełkę. Nie zauważyłam jednak po używaniu jego zwężenia porów. 
Produktem, który uporał się z moimi porami jest natomiast detoksykująca czarna maska Evree, która przepięknie pachnie różami. Ta czarna maska nie zastyga do końca (nie jest maską peel of), a tym samym nie ściąga mocno skóry twarzy, a jednak pięknie oczyszcza i wygładza skórę. 

5. Rodzina

Koniecznie przeczytajcie wpis Venila Kostis – „Życie w jakości png”, który mnie bardzo poruszył. Po przeczytaniu odwiedźcie swoich bliskich albo chwyćcie za telefon tym razem nie żeby przeglądnąć fejsa, ale aby zadzwonić do kogoś z rodziny. Weźcie mamę na kawę albo zakupy, a z babcią pooglądajcie wspólnie zdjęcia te Wasze albo te babci z młodości. 

6. Włosy

Moja nowa krótka fryzura! Całe lata nosiłam długie włosy, a teraz z każdą wizytę skrócam je coraz bardziej i dobrze mi z tym. Jedyne czego nie zmieniam to koloru – always blond! Po wrzuceniu fotek na Instagram pytaliście gdzie chodzę do fryzjera – proszę bardzo polecam Alicję z Hair Place we Wrzeszczu. 

A co zostało Waszym ulubieńcem stycznia? 

Nie zapomnij dodać mnie do obserwowanych na Instagramie!

.Już 8 lutego Tłusty Czwartek , który rozpoczyna ostatni tydzień karnawału. W Tłusty Czwartek nie liczymy kalorii, a polska tradycja i wierzenia ludowe mówią, że pączki zjedzone w ten dzień przynieść mają nam powodzenie i szczęście przez cały rok.
Moje przepisy na Tłusty Czwartek znajdziecie tu, a szczególnie Waszej uwadze polecam:

Cytrynowe oponki serowe

ok.20 sztuk

  • 500 g twarogu (dałam półtłusty, drobno mielony)
  • 500 g mąki pszennej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • 120 g cukru
  • 2 jajka
  • 2-3 łyżki śmietany
  • łyżka spirytusu lub octu
  • sok z 1 cytryny
  • skórka starta z 2 cytryny
  • cukier puder+starta skórka z cytryny
  • olej do smażenia

Składniki na oponki (oprócz soku z cytryny i skórki) wymieszać ze sobą. Wyrobić ciasto, jeśli będzie za suche dodać łyżkę śmietany – ciasto powinno lekko kleić się do rąk. Podczas wałkowania podsypywać ciasto mąką i rozwałkować na grubość ok 1 cm. Szklanką wykrajać krążki, a np. kieliszkiem mniejsze okręgi na środku. Rozgrzać olej np. w głębszej patelni i smażyć oponki z dwóch stron na złoty kolor. Odsączać oponki na papierze kuchennym. Przed podaniem wymieszać cukier puder z dowolną ilością skórki cytrynowe i oprószyć cytrynowym cukrem pudrem oponki serowe.
Oponki serowe najlepiej smakują jeszcze ciepłe :).